AktualnościMiasto DarłowoPolityka lokalna

25 lat dzierżawy bez przetargu, kontrole RIO i spór o Makową. Tomasz Ludwik pyta radnego Jacka Kowalskiego

25-letnia dzierżawa miejskiego terenu przy hotelu Apollo bez przetargu, wyniki kontroli Regionalnej Izby Obrachunkowej oraz kontrowersje wokół inwestycji przy ulicy Makowej. To tylko część tematów, które pojawiły się podczas rozmowy z radnym Jackiem Kowalskim.

Czy przetarg mógłby przynieść miastu większe wpływy? Jak radni podchodzą do nieprawidłowości wskazywanych podczas kontroli? Dlaczego rada kontynuowała procedowanie ZPI przy ulicy Makowej mimo sprzeciwu części mieszkańców?

Te i inne pytania Tomasz Ludwik z portalu Moje Darłowo zadał Jackowi Kowalskiemu, radnemu Rady Miejskiej w Darłowie, podczas rozmowy 2 listopada 2026 roku. Wywiad dotyczył również innych spraw związanych z funkcjonowaniem miasta i decyzjami samorządu.

Działalność radnego. Co udało się zrobić dla mieszkańców?

Tomasz Ludwik: Od 2024 roku jest Pan radnym Rady Miejskiej w Darłowie, a jednocześnie pełni Pan funkcję przewodniczącego Rady Osiedla Bema. Jakie najważniejsze sprawy udało się Panu zrealizować dzięki osobistemu zaangażowaniu, zarówno na osiedlu Bema, jak i w całym mieście?

Jacek Kowalski: Przede wszystkim jestem bardzo związany z osiedlem Bema. Działam tam od wielu lat i staram się angażować w sprawy mieszkańców. Nie jestem osobą, która szczególnie nagłaśnia wszystkie swoje działania, ale tych spraw było naprawdę wiele.

Sadzimy drzewa, zajmujemy się zielenią, poprawą infrastruktury i zgłaszaniem różnych problemów. Staramy się nie tylko przekazywać wnioski do urzędu, ale również wyjaśniać, dlaczego określone działania są potrzebne.

Jednym z ostatnich przykładów jest problem parkowania na osiedlu. Podejmowaliśmy działania, składaliśmy wnioski i udało się częściowo uporządkować sytuację.

Organizujemy również wydarzenia integracyjne dla mieszkańców, między innymi turnieje sportowe. Część infrastruktury wykonaliśmy własną pracą, przy zaangażowaniu Rady Osiedla i mieszkańców.

Czujemy się związani z tym miejscem. To nasze osiedle, ale oczywiście jesteśmy otwarci na potrzeby całego miasta.

Czy radny potrafi sprzeciwić się burmistrzowi?

T. L.: W wyborach samorządowych startował Pan z komitetu wyborczego A. Klimowicza. Czy może Pan wskazać decyzję lub propozycję burmistrza, z którą się Pan nie zgodził albo którą Pan zakwestionował?

J. K.: Możliwość startowania z komitetuwyborczego pana A. Klimowicza traktowałem jako pewnego rodzaju wyróżnienie.

Uważam, że przez okres kilkudziesięciu lat Darłowo przeszło ogromną transformację. Powstało wiele inwestycji, zmieniła się infrastruktura i kierunek rozwoju miasta. Oczywiście to zasługa burmistrza oraz ludzi, z którymi współpracuje.

Chciałbym jednak podkreślić, że nie utożsamiam się z żadną partią polityczną. Jestem osobą apolityczną i nie należę do żadnej partii.

Apollo. Dlaczego 25-letnia dzierżawa bez przetargu?

T. L.: Przejdźmy do jednej z decyzji rady miejskiej. Poparł Pan 25-letnią dzierżawę miejskiego terenu w rejonie hotelu Apollo, przeznaczonego pod parking. Dzierżawa została przewidziana w trybie bezprzetargowym. Co przekonało Pana do poparcia takiego rozwiązania?

J. K.: Trzeba spojrzeć na ten teren i jego dotychczasowe wykorzystanie. Nie przypominam sobie, żeby w ciągu ostatnich dziesięciu lat prowadzono tam jakieś większe inwestycje. Część terenu została utwardzona i wykorzystywana jako parking, ale poza wyrównywaniem czy przygotowywaniem miejsc postojowych niewiele się tam działo.

Jeżeli pojawia się inwestor, który rozwija działalność hotelarsko-turystyczną i potrzebuje takiego terenu, trzeba spojrzeć na to szerzej.

Nie chodzi przecież wyłącznie o samą dzierżawę parkingu. Taka inwestycja może zwiększyć ruch turystyczny, przynieść nowe miejsca pracy i większe wpływy podatkowe. Korzystają na tym również restauracje, sklepy i inne lokalne firmy.

T. L.: Czy przed głosowaniem znał Pan wysokość czynszu, jaki inwestor miałby płacić miastu za tę dzierżawę? Pytam, ponieważ chciałbym wiedzieć, czy warunki finansowe miały wpływ na Pana decyzję.

J. K.: Rada miejska nie ustala bezpośrednio wysokości czynszu w takiej uchwale. My wyrażamy zgodę na dzierżawę, natomiast szczegółowymi warunkami umowy zajmują się odpowiednie komórki urzędu.

Nie głosujemy nad tym, czy czynsz ma wynosić sto tysięcy, pięćdziesiąt tysięcy, tysiąc czy sto złotych. To nie jest przedmiotem takiej uchwały.

T. L.: Czyli poparł Pan 25-letnią dzierżawę, nie znając konkretnej kwoty, jaką miasto będzie z tego tytułu otrzymywać?

J. K.: My jako rada wyrażamy zgodę na dzierżawę. Nie decydujemy o szczegółowych stawkach i zapisach umowy. Od tego są odpowiednie osoby i wydziały urzędu.

T. L.: Rozumiem podział kompetencji. Zastanawia mnie jednak, czy przeprowadzenie przetargu nie byłoby korzystniejsze dla miasta. Gdyby pojawiło się kilku zainteresowanych, mogliby zaoferować wyższy czynsz. Czy nie należało sprawdzić takiej możliwości?

J. K.: Można zakładać, że miasto uzyskałoby dziesięć, piętnaście czy dwadzieścia procent więcej. Tylko że nie wiemy, jakie byłyby realia.

Z drugiej strony mamy inwestora, który rozwija obiekt hotelarsko-turystyczny i potrzebuje takich miejsc w formie dzierżawy. Dzięki temu może zwiększyć zakres działalności, liczbę turystów i wpływy podatkowe.

Trzeba patrzeć na korzyści kompleksowo, a nie wyłącznie na pieniądze otrzymywane za sam parking.

T. L.: Przedstawię hipotetyczny przykład. Załóżmy, że obecny czynsz wynosi 50 tysięcy złotych rocznie. Gdyby przeprowadzono przetarg, inny zainteresowany mógłby zaoferować 200 tysięcy złotych. Czy w takiej sytuacji wyższe wpływy do budżetu nie byłyby korzystniejsze dla mieszkańców?

J. K.: Trzeba zastanowić się, co taki zainteresowany chciałby zrobić z tym terenem.

Jeżeli ktoś przyjedzie, wydzierżawi parking i będzie tylko pobierał opłaty za parkowanie, to korzyści dla miasta mogą być inne niż w przypadku inwestycji hotelowej.

Przyjeżdżają turyści, korzystają ze sklepów i restauracji. Powstają miejsca pracy, potrzebna jest obsługa techniczna i różnego rodzaju usługi.

Być może jedna osoba nie uzyska dzierżawy i nie odniesie z tego korzyści. Ale z inwestycji może korzystać pięćdziesiąt, sto czy nawet trzysta osób, które w jakiś sposób będą z nią związane.

Uważam, że trzeba uwzględniać taki kompleksowy rozwój.

T. L.: Tylko czy nie uważa Pan, że sam inwestor z Apollo, któremu szczególnie zależy na tym terenie, mógłby zaoferować wyższy czynsz, gdyby musiał konkurować z innymi zainteresowanymi? Przetarg nie wykluczałby przecież jego udziału.

J. K.: Ja nie uczestniczę w organizowaniu przetargów. Mogę sygnalizować pewne sprawy, wskazywać kierunki i zwracać uwagę na kwestie, którymi powinny zająć się odpowiednie służby czy wydziały.

Nie jestem jednak prawnikiem przygotowującym umowy ani osobą odpowiedzialną za organizację przetargu.

Trzeba również rozpatrywać cel inwestycji. Nie każda wyższa oferta oznacza automatycznie większą korzyść dla miasta w dłuższej perspektywie.

T. L.: Zgadzam się, że rozwój turystyki jest ważny. Ale przecież nie wiemy, ile mógłby zaoferować obecny inwestor lub ktoś inny, ponieważ przetargu nie przeprowadzono. Czy właśnie dlatego nie warto było dopuścić konkurencji?

J. K.: Każdy zainteresowany powinien przedstawić konkretny pomysł na wykorzystanie terenu i uzasadnić swój wniosek.

Nie można podchodzić do tego na zasadzie koncertu życzeń. Ktoś przychodzi i mówi, że chce otrzymać działkę na 25 lat. Musi przedstawić, po co mu ona jest, co zamierza zrobić i jakie będą z tego korzyści.

Takie kwestie powinny być oceniane przez osoby odpowiedzialne za gospodarowanie nieruchomościami.

T. L.: Znam przypadek mieszkańca, który również wystąpił o dzierżawę miejskiego gruntu na 25 lat, ale otrzymał odmowę. W przypadku inwestora z Apollo zgodzono się na taki okres. Czy Pana zdaniem mieszkańcy i przedsiębiorcy są traktowani jednakowo?

J. K.: Trzeba rozpatrywać każdą sytuację indywidualnie.

Jeżeli ktoś chce wydzierżawić teren wyłącznie po to, żeby poprawić własne warunki mieszkaniowe, to jest to inna sytuacja niż inwestycja, która może zwiększyć wpływy podatkowe i przynieść korzyści wielu mieszkańcom.

Nie oznacza to, że jestem przeciwny mieszkańcom. Chodzi o ocenę konkretnego przedsięwzięcia i jego znaczenia dla miasta.

T. L.: Ale zwykły mieszkaniec, który chce powiększyć ogród albo poprawić warunki życia swojej rodziny, nie stworzy kilkudziesięciu miejsc pracy ani nie wybuduje hotelu. Czy w praktyce nie oznacza to, że inwestor ma większą szansę na wieloletnią dzierżawę?

J. K.: Nie przychylamy się bardziej do inwestora tylko dlatego, że jest inwestorem.

Trzeba patrzeć na sposób wykorzystania gruntu. Jeżeli przedsięwzięcie pozwala rozwijać działalność gospodarczą i zwiększać dochody miasta, to ma znaczenie przy podejmowaniu decyzji.

Nie chodzi wyłącznie o dzisiejsze wpływy, ale o strategię rozwoju na pięć, dziesięć czy więcej lat.

T. L.: Mam jednak wrażenie, że w takim podejściu przedsiębiorca jest stawiany wyżej niż zwykły mieszkaniec.

J. K.: Jestem przychylny ludziom.

Nie zgadzam się z twierdzeniem, że jestem bardziej przychylny inwestorom niż mieszkańcom. Każdy przypadek wymaga przeanalizowania.

T. L.: Tylko że z punktu widzenia mieszkańca może to wyglądać inaczej. Jedna osoba chce wydzierżawić teren na 25 lat, żeby poprawić swoje warunki życia, i nie ma takiej możliwości. Inwestor otrzymuje zgodę na 25-letnią dzierżawę. Trudno nie dostrzec różnicy.

J. K.: Rozumiem, że może Pan tak to odbierać. Ale musimy uwzględniać również interes miasta.

W przypadku inwestycji hotelowej dochodzą miejsca pracy, podatki i rozwój turystyki. To są korzyści, które mogą dotyczyć znacznie większej grupy mieszkańców.

T. L.: Chciałbym jeszcze zapytać o samą umowę. Czy po zakończeniu 25-letniej dzierżawy inwestor będzie miał możliwość skorzystania z pierwszeństwa zakupu tego terenu?

J. K.: Nie widziałem tej umowy dzierżawy, dlatego trudno mi powiedzieć, jakie dokładnie zawiera zapisy.

T. L.: Czyli przed głosowaniem nie analizował Pan umowy również pod kątem ewentualnych uprawnień inwestora po zakończeniu dzierżawy?

J. K.: Rada wyraża zgodę na dzierżawę na określony czas. Jeżeli jest to 25 lat, to na taki okres wyrażamy zgodę.

Natomiast szczegółowe zapisy umowy przygotowują pracownicy odpowiedzialni za takie sprawy. Nie wszystkie kwestie dotyczące umowy są przedmiotem głosowania rady.

T. L.: A czy wie Pan, czy w tej umowie przewidziano waloryzację czynszu? Przez 25 lat wartość pieniądza może się przecież znacząco zmienić.

J. K.: My wyrażamy zgodę na dzierżawę. Nie ustalamy każdego zapisu umowy. Gdyby rada miała decydować o każdym przecinku czy każdym słowie w umowie, musielibyśmy podejmować kolejne uchwały przy każdej zmianie.

T. L.: Rozumiem, że szczegóły należą do urzędu, ale dlaczego rada zgodziła się akurat na 25 lat? Dlaczego nie pięć lat, z możliwością przedłużenia dzierżawy?

J. K.: Trzeba uwzględniać charakter inwestycji i jej ekonomiczne uzasadnienie.

Jeżeli ktoś planuje większe przedsięwzięcie, musi mieć możliwość rozłożenia kosztów i zaplanowania działalności na wiele lat. Nie można analizować takiej inwestycji wyłącznie przez pryzmat tego, ile pieniędzy wpłynie do budżetu dzisiaj.

T. L.: Przedstawię więc inne rozwiązanie. Inwestor mógłby otrzymać dzierżawę na trzy lata, z możliwością jej przedłużania. Jeżeli jednak chciałby korzystać z miejskiego gruntu przez 25 lat, miasto mogłoby ogłosić przetarg.

Wówczas mogłoby wystartować kilku zainteresowanych, również inwestor z Apollo. Jeżeli bardzo zależałoby mu na działce, być może zaoferowałby więcej.

Przykładowo, zamiast hipotetycznych 50 tysięcy złotych rocznie miasto mogłoby otrzymywać 150 tysięcy. Czy nie uważa Pan, że warto było rozważyć taką możliwość?

J. K.: A dlaczego w takim razie nie zorganizowaliśmy przetargu na dzierżawę nieruchomości wykorzystywanej przez szkołę społeczną?

Tam również mamy wieloletnią dzierżawę. Dlaczego nie szukamy kogoś, kto zapłaci więcej?

Jeżeli będziemy stosować taki mechanizm do każdej nieruchomości, to trzeba zastanowić się, do czego to doprowadzi.

Nie zawsze najważniejsze jest uzyskanie najwyższej możliwej stawki. Trzeba brać pod uwagę cel dzierżawy.

T. L.: Ale w przypadku szkoły mamy działalność edukacyjną, służącą mieszkańcom i dzieciom. Trudno porównywać taką sytuację z komercyjną inwestycją hotelową.

J. K.: Ja pokazuję mechanizm podejmowania decyzji.

Szkoła jest prowadzona przez stowarzyszenie i również korzysta z wieloletniej dzierżawy. Jeżeli rada wyraża zgodę na taką dzierżawę, to bierze pod uwagę jej cel.

Tak samo przy inwestycji gospodarczej musimy patrzeć na długofalowe korzyści.

Jeżeli uważa Pan, że burmistrz podjął decyzję w sposób niegospodarny, to warto się tym zainteresować. Ja jednak rozumiem argumenty przemawiające za wieloletnią strategią rozwoju.

T. L.: Nie kwestionuję potrzeby rozwoju turystyki ani inwestycji hotelowych. Uważam jednak, że miasto mogło sprawdzić, czy uzyskałoby wyższą stawkę, a jednocześnie umożliwić realizację tej samej inwestycji.

J. K.: Ma Pan prawo do takiej oceny. Ja tego nie neguję.

Patrzę jednak na tę sprawę szerzej. Inwestycja to nie tylko czynsz za grunt. To również nowe miejsca pracy, działalność gospodarcza i podatki wpływające do miasta.

Kontrole RIO. Dlaczego nieprawidłowości się powtarzają?

T. L.: Przejdźmy do wyników kontroli Regionalnej Izby Obrachunkowej w Szczecinie. W styczniu 2026 roku opublikowano dokument dotyczący nieprawidłowości w gospodarce finansowej miasta. Czy zapoznał się Pan z jego treścią?

J. K.: Wiem, że takie kontrole były przeprowadzane, ale w tej chwili nie odpowiem Panu szczegółowo na wszystkie kwestie z nimi związane.

T. L.: W dokumentach wskazano między innymi nieprawidłowości, które powtarzały się z poprzednich kontroli. Czy nie uważa Pan, że radni powinni szczególnie zainteresować się tym, dlaczego nie zostały one wyeliminowane?

J. K.: Jeżeli pojawiają się nieprawidłowości, to właśnie po to funkcjonują takie instytucje jak RIO, żeby je sprawdzić, zweryfikować i wskazać, co należy poprawić.

Trzeba też pamiętać, że urzędnicy są ludźmi i mogą popełniać błędy. Czasami wynika to z pomyłki, a czasami z różnej interpretacji przepisów.

Nie zawsze wszystko funkcjonuje idealnie. Ważne jest, żeby stwierdzone błędy były korygowane.

T. L.: Tylko że tutaj nie chodzi wyłącznie o jednorazowe pomyłki. Zwracam uwagę na nieprawidłowości, które pojawiają się ponownie. Skoro zostały już wcześniej wskazane, dlaczego nadal występują? Czy nie jest to sygnał, że radni powinni dokładniej przyjrzeć się pracy urzędu?

J. K.: Nie jesteśmy osobami wszechwiedzącymi w każdej dziedzinie. Nie można znać wszystkich przepisów i wszystkich zagadnień.

Jeżeli rzeczywiście takie sytuacje się powtarzają, to trzeba to sprawdzić.

Zwrócę na to uwagę przy następnym raporcie RIO. Na pewno dokładniej się przyjrzę, zadam pytania na komisji i zwrócę się do osób odpowiedzialnych za te sprawy.

Są odpowiednie procedury i instytucje, które kontrolują działalność samorządu.

T. L.: Moim zdaniem taki dokument jest na tyle istotny, że każdy radny powinien zapoznać się z nim możliwie szybko po jego opublikowaniu. Chodzi przecież o gospodarowanie publicznymi pieniędzmi.

J. K.: Bardzo mnie Pan punktuje.

T. L.: Nie chodzi mi o punktowanie, tylko o konkretne ustalenia kontroli. W dokumencie pojawiają się między innymi kwestie dotyczące podatków od nieruchomości czy dokumentowania umorzeń podatkowych.

J. K.: Czy sugeruje Pan, że były to działania celowe?

T. L.: Nie. Nigdzie nie powiedziałem, że ktoś działał celowo. Nie stawiam takich zarzutów. Odnoszę się wyłącznie do wyników kontroli.

Jeżeli kontrola wskazuje, że przy określonych decyzjach zabrakło wymaganej dokumentacji, to właśnie o ten brak dokumentacji pytam, a nie o sam fakt udzielenia ulgi.

J. K.: Jeżeli ktoś popełnił błąd przez niewiedzę, pomyłkę czy niewłaściwą interpretację przepisów, to trzeba ten błąd naprawić.

Nie znam wszystkich szczegółów tych spraw. Mogę się jednak o nie dopytać.

Ulica Makowa. Dlaczego radni nie wstrzymali procedury?

T. L.: Chciałbym teraz poruszyć sprawę inwestycji przy ulicy Makowej i procedury zintegrowanego planu inwestycyjnego.

Na sesji rady miejskiej obecna była mieszkanka, która prosiła radnych o wstrzymanie procedury do czasu wyjaśnienia wątpliwości dotyczących inwestycji. Sprawa została również zgłoszona do prokuratury.

Dlaczego mimo jej apelu oraz obecności protestujących mieszkańców rada zdecydowała się kontynuować procedurę?

J. K.: Rozmawiałem z tą mieszkanką osobiście. Pytałem o jej zastrzeżenia i starałem się zrozumieć sytuację.

Trzeba jednak rozróżnić kilka rzeczy. My nie głosowaliśmy nad wydaniem pozwolenia na budowę ani nad legalizacją inwestycji.

Chodziło o przystąpienie do sporządzenia zintegrowanego planu inwestycyjnego.

Wcześniej były prowadzone rozmowy dotyczące między innymi organizacji dojazdu i rozwiązań, które miały ograniczyć uciążliwości dla mieszkańców.

Jednym z podstawowych problemów był dojazd samochodów dostawczych. Procedura planistyczna miała umożliwić uporządkowanie tego rozwiązania.

T. L.: Rozumiem, że głosowanie dotyczyło rozpoczęcia procedury planistycznej. Dlaczego jednak nie wstrzymano dalszych działań do czasu wyjaśnienia wątpliwości zgłoszonych przez mieszkańców?

Skoro sprawa została skierowana do prokuratury, czy nie należało zaczekać na ustalenia właściwych organów?

J. K.: Samo zgłoszenie sprawy do prokuratury nie oznacza, że doszło do naruszenia prawa.

Od oceny legalności budowy są odpowiednie organy, między innymi nadzór budowlany. Rada miejska nie jest organem wydającym pozwolenie na budowę.

Jeżeli właściwe instytucje wydały określone decyzje, to radni muszą się na nich opierać. Nie możemy sami rozstrzygać, że coś jest nielegalne tylko dlatego, że ktoś zgłosił takie podejrzenie.

T. L.: Dlaczego kolejna sesja została zwołana w trybie nadzwyczajnym? Czy tej sprawy nie można było rozpatrzyć podczas zwykłej sesji rady miejskiej?

J. K.: Sesje nadzwyczajne są zwoływane z różnych powodów. Mogą dotyczyć zmian budżetowych, pilnych uchwał czy innych spraw wymagających rozpatrzenia.

Tamta sesja nie była poświęcona wyłącznie ulicy Makowej. Były również inne punkty.

Nie zgadzam się więc z przedstawianiem samego trybu nadzwyczajnego jako czegoś niewłaściwego.

T. L.: Podczas jednej z sesji burmistrz zapewniał mieszkankę, że samochody ciężarowe nie będą korzystały z określonego dojazdu. Później pojawił się znak zakazu wjazdu samochodów ciężarowych, a mimo to dostawy nadal budziły kontrowersje.

Czy nie uważa Pan, że mieszkańcy mogli mieć poczucie, iż wcześniejsze zapewnienia nie zostały dotrzymane?

J. K.: Trzeba przede wszystkim sprawdzić, jak wyglądała organizacja ruchu w danym momencie.

Czy były tam ustawione betonowe bloki, które uniemożliwiały wjazd od strony zaplecza sklepu? Ja tam byłem i widziałem te zabezpieczenia.

T. L.: Tak, ale początkowo tych bloków nie było. Sam widziałem, że samochody ciężarowe tam wjeżdżały. Dopiero później ustawiono bloki i zmieniono sposób dojazdu.

J. K.: Trzeba rozróżniać sytuację sprzed zmiany organizacji ruchu i po jej wprowadzeniu.

T. L.: Mam również zdjęcia znaku zakazu wjazdu samochodów ciężarowych. Początkowo nie było pod nim tabliczki „nie dotyczy zaopatrzenia”. Z posiadanych przeze mnie informacji wynika, że Biedronka miała jednak możliwość wjazdu.

J. K.: Jeżeli ktoś narusza obowiązujące oznakowanie, to od egzekwowania przepisów są odpowiednie służby, między innymi policja.

Jeżeli natomiast wydano odpowiednie uzgodnienia czy zezwolenia, trzeba sprawdzić ich zakres i podstawę.

T. L.: Zwracam uwagę przede wszystkim na rozbieżność między wcześniejszymi zapewnieniami burmistrza a obserwowaną przez mieszkańców sytuacją. Skoro zapowiadano ograniczenie ruchu ciężarówek, dlaczego dostawy nadal odbywały się tą trasą?

J. K.: Ja rozumiem te zastrzeżenia. Ale nie zajmuję się bezpośrednio przygotowaniem organizacji ruchu ani wydawaniem wszystkich związanych z nią decyzji.

Trzeba to oceniać na podstawie dokumentów i obowiązujących przepisów.

T. L.: Chciałbym uzyskać od Pana jednoznaczną odpowiedź. Gdyby dzisiaj ponownie miał Pan głosować nad przystąpieniem do sporządzenia ZPI przy ulicy Makowej, podjąłby Pan taką samą decyzję? Czy po protestach mieszkańców rozważyłby Pan inne stanowisko?

J. K.: Tak. Ponownie wyraziłbym zgodę na podjęcie działań zmierzających do sporządzenia zintegrowanego planu inwestycyjnego.

Rozumiem, że mieszkańcy mają swoje potrzeby i oczekiwania związane z miejscem zamieszkania. Nie możemy jednak podchodzić do każdej sprawy w taki sposób, że jeśli komuś przeszkadza ruch samochodów, to należy całkowicie zamknąć ulicę.

Trzeba szukać rozwiązań uwzględniających różne interesy.

Ja nie podejmuję decyzji o tym, czy budowa jest legalna. Podejmuję decyzję dotyczącą wyrażenia zgody na rozpoczęcie określonych działań planistycznych.

T. L.: Rozumiem różnicę między procedurą planistyczną a pozwoleniem na budowę. Radni jednak podejmują decyzję, głosując za określoną uchwałą albo przeciw niej. Dlatego pytam, czy w tej konkretnej sprawie nie można było wstrzymać się z głosowaniem do czasu wyjaśnienia zgłoszonych wątpliwości.

J. K.: Gdyby każde odwołanie czy zawiadomienie miało automatycznie wstrzymywać działania samorządu, trudno byłoby prowadzić wiele spraw.

Ktoś może skierować pismo do kolejnej instytucji, złożyć następne zawiadomienie czy protest. Trzeba kierować się dokumentami i rozstrzygnięciami właściwych organów.

Nie zgadzam się też z personalnymi atakami na radnych w związku z tą sprawą. Możemy się różnić, ale powinniśmy rozmawiać na argumenty.

Dlaczego większość radnych głosuje podobnie?

T. L.: Obserwuję sesje rady miejskiej i zastanawia mnie, dlaczego tak często większość radnych głosuje podobnie. Czy wynika to z wcześniejszych uzgodnień, czy każdy radny samodzielnie analizuje projekty uchwał i podejmuje decyzje?

J. K.: Każdy radny ma możliwość zapoznania się z projektami uchwał, zadawania pytań i uczestniczenia w pracach komisji.

Ja staram się przygotowywać do posiedzeń i analizować sprawy, nad którymi głosujemy.

Nie można znać wszystkich przepisów, ale trzeba mieć przynajmniej podstawową wiedzę o tym, czego dotyczy dana uchwała.

Jeżeli mam wątpliwości, mogę pytać podczas komisji. Czasami otrzymane wyjaśnienia pozwalają mi wypracować własne stanowisko.

T. L.: Zależy mi właśnie na poznaniu argumentów stojących za konkretnymi decyzjami radnych. Sam wynik głosowania nie zawsze wyjaśnia, dlaczego dana uchwała uzyskała poparcie.

J. K.: I ma Pan do tego prawo. Może Pan zapytać każdego radnego, dlaczego zagłosował w taki, a nie inny sposób.

Ja staram się podejmować decyzje świadomie i potrafić je uzasadnić.

Interpelacje. Dlaczego radny nie złożył ani jednej?

T. L.: Ile interpelacji złożył Pan od początku obecnej kadencji?

J. K.: Nie składałem interpelacji.

T. L.: Dlaczego? Czy uważa Pan, że ta forma działania nie jest potrzebna?

J. K.: Uważam, że znaczną część spraw realizujemy podczas komisji.

Składamy wnioski, proponujemy zmiany, rozmawiamy o różnych problemach miasta. Działam również w Radzie Osiedla Bema i w tym zakresie zwracam się do urzędu z konkretnymi sprawami.

Uczestniczę w trzech komisjach rady miejskiej i staram się do każdej z nich dobrze przygotowywać.

Nie chodzi mi o to, żeby składać interpelacje wyłącznie po to, aby mieszkańcy widzieli ich liczbę.

Ważniejsze jest dla mnie rzeczywiste załatwianie spraw. Nie zawsze wszystko się udaje, czasami z przyczyn finansowych czy organizacyjnych, ale staram się wykonywać swoje obowiązki sumiennie.

Sama liczba interpelacji nie pokazuje całej działalności radnego. Wiele spraw załatwia się na komisjach, podczas spotkań czy poprzez współpracę z urzędem.

Ja koncentruję się przede wszystkim na tym, żeby podejmowane działania przynosiły konkretne efekty.

Miejskie zlecenia. Czy więcej firm powinno mieć szansę?

T. L.: Chciałbym zapytać również o zlecenia i zamówienia realizowane na rzecz miasta. Zwróciłem uwagę, że niektóre lokalne firmy otrzymują kolejne zlecenia, których łączna wartość może być znaczna.

Czy nie uważa Pan, że również przy mniejszych zamówieniach warto częściej stosować konkurencyjne procedury, żeby więcej przedsiębiorców mogło przedstawić swoje oferty?

J. K.: Zamówienia publiczne to dość złożona dziedzina i obowiązują w niej określone przepisy.

Nie jestem specjalistą od wszystkich procedur przetargowych. Trzeba rozróżniać sytuacje, w których przetarg jest wymagany, od takich, w których przepisy dopuszczają inne rozwiązania.

T. L.: Nie stawiam zarzutów dotyczących legalności konkretnych zleceń. Pytam o gospodarność. Czy nawet wtedy, gdy prawo nie nakłada obowiązku organizowania przetargu, miasto nie powinno sprawdzać, czy inne firmy nie zaoferują korzystniejszych warunków?

J. K.: Trzeba zachować rozsądek.

Wyobraźmy sobie, że chcemy kupić wiązankę kwiatów na pogrzeb. Gdybyśmy mieli organizować do tego przetarg trwający dwa tygodnie, to pogrzeb już dawno by się odbył.

To oczywiście przykład, ale pokazuje, że nie przy każdym drobnym zamówieniu rozbudowana procedura ma sens.

T. L.: Zgadzam się, że nie ma sensu organizować przetargu na zakup kwiatów. Mam jednak na myśli usługi o znacznie większej wartości, na przykład regularne koszenie miejskich terenów.

T. L.: Według danych, które analizowałem, kilka lat temu koszenie placów zabaw kosztowało miasto około 20–21 tysięcy złotych, natomiast obecnie wydatki sięgają około 119–120 tysięcy złotych.

Czy przy tak znaczącej różnicy nie warto przeprowadzić konkurencyjnego postępowania i sprawdzić, czy usługę można wykonać taniej?

J. K.: Trzeba przede wszystkim porównać zakres prac.

Pamiętam, że kilka lat temu na osiedlu Bema mieliśmy duże problemy z utrzymaniem zieleni i koszeniem placu zabaw. Trzeba było wielokrotnie interweniować, ponieważ prace nie zawsze były wykonywane tak, jak powinny.

Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej. Nie wiem, czy zmienił się wykonawca, zakres usług czy warunki umowy, ale jakość utrzymania terenów oceniam lepiej.

T. L.: Rozumiem, że jakość usług ma znaczenie. Ale skoro wydatki wzrosły tak mocno, to czy nie warto sprawdzić, czy inna firma mogłaby wykonać te same prace za niższą cenę?

Przykładowo, zamiast 120 tysięcy złotych ktoś mógłby zaoferować 70 tysięcy. To tylko przykład, ale chodzi mi o możliwość uzyskania oszczędności.

J. K.: Jeżeli ma Pan takie informacje, może Pan złożyć odpowiedni wniosek jako mieszkaniec.

Mogę się tym zainteresować i sprawdzić, jakie są możliwości. Trzeba jednak ustalić, czy potencjalny wykonawca rzeczywiście byłby w stanie zapewnić odpowiednią jakość i ciągłość wykonywania usług.

T. L.: Chciałbym doprecyzować, że nie twierdzę, iż znam konkretną firmę gotową wykonać te prace taniej. Moje pytanie dotyczy właśnie sprawdzenia rynku.

Czy nie warto dopuścić większej liczby zainteresowanych i porównać ich oferty?

J. K.: Można szukać oszczędności, tylko trzeba robić to rozsądnie.

Podam Panu przykład z naszego osiedla. Kiedy zagospodarowywaliśmy teren ronda, wiele prac wykonaliśmy własnymi siłami, społecznie, razem z mieszkańcami i członkami Rady Osiedla.

Szukaliśmy wykonawców, porównywaliśmy koszty i dzięki temu udało się ograniczyć wydatki.

Podobnie było z sadzeniem drzew. Posadziliśmy ich kilkadziesiąt, angażując własną pracę zamiast zlecać wszystko zewnętrznym firmom.

Właśnie na tym polega szukanie rozsądnych rozwiązań.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane artykuły

Przycisk „Wróć na górę”